Monday, February 4, 2013

Rowerem wokol Chiang Mai *** Biking around Chiang Mai

Maria, w swojej przezorności, zarezerwowała rowery na długo przed naszym przyjazdem do Chiang Mai. Ale mieliśmy radoche na tych rowerach! Gorąco było, ale ciekawie przejechać się po wioskach i zakamarkach wokol wielkiego miasta.... 
Zaczęliśmy od pewnej ... świątyni, a jakże! ;-)

Maria made bikes reservation long before we reached Chiang Mai - great idea! It was hot but interesting to see villages and out of the town corners. 
We started, yes, in a temple! ;-) 





Potem trasa wiodła przez ośrodek założony około sto lat temu przez katolickiego misjonarza dla (wtedy) ludzi chorych na trąd. Dzisiaj przebywają tam również chorzy na trąd, ale i bezdomni, osoby starsze. Polowa ośrodka jest powoli wchłaniana przez bujna roślinność... bardzo to malowniczo wyglądało, uwielbiam klimaty rozpadu, rozkładu, nie-nowości, rdzy.. ;-) ale jak to na rowerach i to jeszcze z grupa ludzi – trzeba jechać, wiec to jest jedyne zdjęcie z tego miejsca. 

Next stop - leprosy center founded by a catholic missionary over a hundred years ago. Very interesting place also for its wonderful decay.... this is the only photo from this place - difficult to take photos on a bike;-) 



No a potem było miejsce, które zaczarowało Gavina i Kaia, bo było słodkie! Odwiedziliśmy mianowicie małą piekarnie. 

And then - heaven for Kai and Gavin - sweet heaven ;-) We visited local bakery. Sweet bread was the best! 



 
Przy piekarni stal nowo wybudowany dom a przy domu - ołtarzyk, stały element składowy tajlandzkiego krajobrazu. W środku - uosobienia męskich i damskich przodków, których czcza Tajowie składając ofiary z kwiatów, jedzenia i wody. Ołtarzyki są wszędzie a jak kto zamożny to i kilka w jednym miejscu.  

Close to the bakery there was a house and in front of the house - little shrine, characteristic element of the Thai landscape. Inside - figurines of ancestors, prayed to and worshiped with flowers, food and water. 
  



Przez laki, wioski i pola dotarlismy do.... 






... starego cmentarza. Pochowek wyglada tak, ze zwłoki są najpierw palone a potem przesypywane do małych stup wokół. Cmentarz nieczynny i trochę zaniedbany, w bezpośrednim sąsiedztwie boiska. W sumie nie wyczailam, dlaczego to boisko tak blisko...? 

Few more miles and we reached an old cemetery. When somebody dies his body is burnt and ashes kept in little stupas around. I didn't figure out why there was a basketball field almost in the cemetery.





 
Minęliśmy świątynię w budowie i naszym kolejnym przystankiem była... szkoła! Dzieci obstąpiły nas ze wszystkich stron - bardzo ucieszna wizyta ;-) 

We passed by a temple in construction and our route brought us to a school! Kids were very happy to meet us - very warm welcoming and experience ;-)











 A na koniec zjedlismy lunch w lokalnym domu dziecka... 

We ate lunch in a local children home... 


... i juz naprawde na zakonczenie odwiedzilismy najstarsza swiatynie w rejonie Chiang Mai. 

And at the very end we visited the oldest temple around Chiang Mai. 







Dla każdego urodzonego w innym dniu tygodnia jest inny Budda - poniedziałek, wtorek, środa, środa wieczór... itd.  

Every person has got his/her own Buddha, depending on the day the were born. 

Upal dawal sie wszystkim we znaki... ;-))

The sun was burning.... 


... wiec ochoczo skorzystalismy z lodow kokosowych! 

.... so we JUMPED on coco ice cream!


Jeszcze jeden oltarzyk... i czas bylo wracac. 



Polecamy rowery a Chiang Mai ;-))

Biking i Chiang Mai - good stuff ;-)




Sunday, February 3, 2013

Wat Doi Suthep


Czyli świątynia na wzgórzu… jednen z must-see w Chiang Mai - kawałek się jechało! Ale zanim dotarliśmy na miejsce po raz pierwszy wsiedliśmy do chiangmaiskich taksówek... 

.... Temple on a Hill.... one of the must-sees in Chaing Mai and pretty far away from anything else! Before we got there we jumped on Thai taxis.

 


Śmiesznie wyglądają i dziwnie wszystkie ubrania mikołajowe ;-) pelnia lata a tu czerwień i biel, jak z bożonarodzeniowych obrazków, tylko kroje nieco bardziej wycięte ;-)

It is funny to see Santa Clause like costumes in the middle on the summer ;-)

 


Nie wiem, jak to jest, ze w sercu Azji kosmetyki są reklamowane przez europejskie twarze... Czy naprawdę każda kobieta niezależnie skąd pochodzi aspiruje to tego samego kanonu piękna...?
To szerszy temat, do którego jeszcze wrócę: jak wygląda tajski nieco dziki kapitalizm..

I was wondering how does it work that in the heart of Asia cosmetics (and other products) are promoted by European looking models... IS it really the case that every woman on Earth needs to look the same...? Broader topic of a bit wild Thai capitalism that I will come back to later.. 

 

Z pierwszej taksówki przesiedliśmy się na druga, z drugiej na trzecia z bardzo wesolym kierowca….. 

After the first taxi we took a second one and then the third one.... 


I w końcu dotarliśmy na miejsce. 

... and finally we reached our destination... 

 

Jeszcze tylko kilkaset schodów w górę, zdjęliśmy buty i znaleźliśmy się w otoczeniu takiej ilosci złota, ze pierwszy raz w życiu w takim zgęszczeniu! 

After few hundred steps we took our shoes off and we found ourselves inside of GOLD, never seen so much of it in one place all around! 



 
 




Wierni, których jest zdecydowanie więcej niż turystów, składają ofiary z kwiatów, okrążają stupę na środku całego kompleksu modląc się oraz podlewają olejem lampki, by nigdy nie zgasły. Mnisi rozdają białe sznureczki na rękę - na szczęście, a turyści oglądają i robią zdjęcia. Jest cicho, chłodniej niż na dole, wietrzyk powiewa.

Buddhist people walk around a stupa in the middle of the temple praying, they puor oil to the oil lamps so they are always on and monks give to people white pieces of thread... to assure luck and happiness. 








Po wyjściu wypróbowaliśmy dzwony a potem było oglądanie jedzenia i wyrobów wszelkich, wystawionych na sprzedaż wokół kompleksu. 

After leaving we tried playing the belles and then looked foodies & goodies & etc ;-) 


Tutaj smaza sie takie male jakby nalesniczki a po prawej - smazone jajka przepiorek.
W glebi - krolowa Tajlandii. Obecnosc krola i krolowej w przestrzeni publicznej na kazdym kroku to temat na osobny post - wrocimy.



Zeszliśmy ze schodów, wsiedliśmy do taksówki (a z nami bardzo zmeczone dwie turystki;-) i poszliśmy do jednego lokalu, co miał w karcie bardzo dobre hamburgery - Sim bardzo się za nimi stęsknił.. ;-)
W Kuala Lumpur nie maja takich jak w Stanach.... wołowina nie ta... sosy jakieś dziwne....! Oj, tęsknoty emigrantów dotyczą bardzo często jedzenia właśnie...

Then we took a taxi back (with two very tired tourists) and we went to one bar with REAL hamburgers that Sim wanted to try very much. There are no real burgers in Kuala Lumpur...:-)



A to taka reklama w srodku taksowki pt. gdzie jezdzimy z turystami ;-)


Reszta zamówiła farbkowane szejki owocowe, z dużą ilością lodu, po czym udaliśmy się do pobliskiego lokalu na masaż - 1,5 godz. istnej cudowności...! ;-)

Sim was eating the burger and we ordered coloured fruit shakes with a lot of ice and then we found a thai massage place - 1,5h of something utterly wonderful! ;-)