Zaczęliśmy od pewnej ... świątyni, a jakże! ;-)
Maria made bikes reservation long before we reached Chiang Mai - great idea! It was hot but interesting to see villages and out of the town corners.
We started, yes, in a temple! ;-)
Potem trasa wiodła przez ośrodek założony około sto lat temu przez
katolickiego misjonarza dla (wtedy) ludzi chorych na trąd. Dzisiaj przebywają
tam również chorzy na trąd, ale i bezdomni, osoby starsze. Polowa ośrodka jest
powoli wchłaniana przez bujna roślinność... bardzo to malowniczo wyglądało,
uwielbiam klimaty rozpadu, rozkładu, nie-nowości, rdzy.. ;-) ale jak to na
rowerach i to jeszcze z grupa ludzi – trzeba jechać, wiec to jest jedyne zdjęcie
z tego miejsca.
Next stop - leprosy center founded by a catholic missionary over a hundred years ago. Very interesting place also for its wonderful decay.... this is the only photo from this place - difficult to take photos on a bike;-)
Next stop - leprosy center founded by a catholic missionary over a hundred years ago. Very interesting place also for its wonderful decay.... this is the only photo from this place - difficult to take photos on a bike;-)
No a potem było miejsce, które zaczarowało Gavina i Kaia, bo było słodkie! Odwiedziliśmy
mianowicie małą piekarnie.
And then - heaven for Kai and Gavin - sweet heaven ;-) We visited local bakery. Sweet bread was the best!
And then - heaven for Kai and Gavin - sweet heaven ;-) We visited local bakery. Sweet bread was the best!
Przy piekarni stal
nowo wybudowany dom a przy domu - ołtarzyk, stały element składowy
tajlandzkiego krajobrazu. W środku - uosobienia męskich i damskich przodków, których
czcza Tajowie składając ofiary z kwiatów, jedzenia i wody. Ołtarzyki są wszędzie
a jak kto zamożny to i kilka w jednym miejscu.
Close to the bakery there was a house and in front of the house - little shrine, characteristic element of the Thai landscape. Inside - figurines of ancestors, prayed to and worshiped with flowers, food and water.
... starego cmentarza. Pochowek wyglada tak, ze zwłoki są najpierw palone a potem
przesypywane do małych stup wokół. Cmentarz nieczynny i trochę zaniedbany, w bezpośrednim
sąsiedztwie boiska. W sumie nie wyczailam, dlaczego to boisko tak blisko...?
Few more miles and we reached an old cemetery. When somebody dies his body is burnt and ashes kept in little stupas around. I didn't figure out why there was a basketball field almost in the cemetery.
Minęliśmy świątynię w budowie i naszym kolejnym przystankiem była... szkoła! Dzieci obstąpiły nas ze wszystkich stron - bardzo ucieszna wizyta ;-)
We passed by a temple in construction and our route brought us to a school! Kids were very happy to meet us - very warm welcoming and experience ;-)
A na koniec zjedlismy lunch w lokalnym domu dziecka...
We ate lunch in a local children home...
... i juz naprawde na zakonczenie odwiedzilismy najstarsza swiatynie w rejonie Chiang Mai.
And at the very end we visited the oldest temple around Chiang Mai.
Dla każdego urodzonego w innym dniu tygodnia jest inny Budda - poniedziałek,
wtorek, środa, środa wieczór... itd.
Every person has got his/her own Buddha, depending on the day the were born.
Upal dawal sie wszystkim we znaki... ;-))
The sun was burning....
... wiec ochoczo skorzystalismy z lodow kokosowych!
.... so we JUMPED on coco ice cream!
Jeszcze jeden oltarzyk... i czas bylo wracac.
Polecamy rowery a Chiang Mai ;-))
Biking i Chiang Mai - good stuff ;-)































No comments:
Post a Comment