Thursday, January 27, 2011

LLLLL...ugano!

... to najbardziej włoskie miasteczko w najbardziej włoskim kantonie w Szwajcarii. Jest pięknie, słonecznie i ciepło, podczas gdy w Zurichu około 5 stopni, luksusowo jak w Paryżu -- sklepy kapią złotymi markami i odstraszają przeciętnego turystę, bulwar nad jeziorem pachnie mahoniem, którym wykończone są cumujące jachty i na każdej ulicy trzy banki -- Lugano to stolica Szwajcarii pod względem liczby instytucji finansowych. Ale, ale jest także włoska maniana, swojska i do ludzi.
I światło październikowe... absolutnie niesamowite na tej szerokości geograficznej, po prostu zwalające z nóg. Będzie coś na ten temat dalej. Tymczasem pierwsze wrażenia z Lugano w tym poście.

... is the most Italian town in the most Italian canton in Switzerland. It is beautiful, sunny and warm place (while 5 degrees and foggy in Zurich), luxurious like in Paris -- shops dripping with golden trade marks and scaring average t0urist, embankment smells with mahogeny from yachts mooring there. And three banks on every street -- Lugano is the Swiss capital of financial institutions. But, but, but -- we have also Italian-like maniana, openness and warmness.
And October light... incredible! Will be more in next posts. Below my first sight-seeing impressions from Lugano.


















To już właściwie nie Lugano tylko okolice. Bardzo Stary Most (moze z czasów romańskich) a pod nim formy skalne żłobione przez cudownie turkusową rzekę. Ehh, nadawaly sie te okoliczności przyrody do aktów...

This is close to Lugano. Very Old Bridge and rocks beneath grooved by beautifully turquoise waters.







.. a to po drodze do Locarno, zapora, z której James Bond skoczył w otchłań. 10 sekundowa sekwencja w którejś z części filmu o tajnym agencie wszechczasów rozsławiła zaporę w długiej dolinie, gdzie tylko małe przyklejone do zboczy wioski, i dalej również.

.. and this dam on our way to Locarno -- 10 seconds sequence of James Bond jump from the edge earned this place great publicity and popularity.

Wednesday, January 26, 2011

.. Locarno...

.... po drodze się zaplątało, tak, to Locarno, gdzie co roku odbywa się festiwal filmowy. W ciągu tych trzech godzin jakoś najbardziej rzucili mi się w oczy ludzie. Widoki prawie takie same jak w Lugano a klasztor nad miastem zamknięty, bo w remoncie.

... where every year pretty big film festival takes place. Three hours and my focus on people.







.. i już. Wsiedliśmy w autobus..



i pożeglowaliśmy w strone Lugano.



***

Tuesday, January 25, 2011

... pewna smiechowa rodzinka...:-))

... a funny family -- the youngest one was so shy....:-)




Sunday, January 23, 2011

A płynęliśmy ... ** We were heading....

.... do parku miniatur. Szybka wycieczka po całej Szwajcarii.. jak hamburger z frytkami.

... to the Miniature Park. Quick travel through Switzerland. Like hamburger with french fries.









A po drodze takie oto rozwiązanie racjonalizatorskie zaradnych Szwajcarów.

Saturday, January 22, 2011

Monte BRE

... czyli miasteczko na górze BRE. A w miasteczku tym galeria sztuki na wolnym powietrzu czyli dzieła sztuki w roznych miejscach na starych domach, w zaulkach, niespodziewanie.
I to światło...

... little town on the Bre Mountain. And an open air gallery there. And this light...








.. i ten kotek, a jakze, mam i ja kotka w glowie:-)

.. kitty.. yes, I have many kitties in my head:))







Jak mi sie zdarzy w tym życiu knajpa to też sobie przy drzwiach powieszę coś takiego.

If in this life I will ever run a pub I will hang it at the doors too.