Tuesday, June 15, 2010

Hello Vancouver!

Te miasta są do siebie tak podobne... Więc część zdjęć napewno sie "powtórzy". Panie, panowie - oto Vancouver:)

These two cities are so similar... So some pics you might have "seen" already. Ladies and gentelmen - Vancouver!

Najpierw kawka i śniadanko:)
Coffee and breakfast first:)



Chinatown i suszone gekoniki - dobre na astmę, trzeba zagotować z ziołami i pić, nie jeść!:)) My zjedliśmy po zupie w wietnamskim barze...

Chinatown and dried gekos - good for asthma. You need to boil them with some herbs and drink, do not EAT!
We preferred soup in Vietnamese bar:)








Najstarsza dzielnica Vancouver - Gastown z grajacym i puszczającym dużo pary zegarem ulicznym.

The oldest Vacouver district - Gastown with music playing street clock.









...i popołudniowe okolice naszego hotelu..

And afternoon surroundings of our hotel.







Dzisiejszy najdłuższy spacer (zacznając w centrum) zrobiliśmy po Parku Stanleya, właściwie jest to las z plażą prawie w środku miasta. A idzie się tam przez porty, porciki, mariny itp. mijając ogień olipmijski, który jest obecnie w remoncie, ale na 143 urodziny Kanady, 1 lipca, zostanie znowu uruchomiony zapewne z wielką pompą:)

Today's longest walk (starting from the center) we made in Stanley Parc, it is actually a forest with w beach almost in the middle of the city. And to get there we passed marinas and little harbors as well as Olympic flame, under conservation now, but will be re-lit for Canada's 143th birthday in the 1st of July.

















W Stanley Parku natknęliśmy się według mnie na jedno z must-see w Vancouver - totemy plemion indiańskich. Robią duże wrażenie....

In Stanley Parc we found in my opinion a must-see in Vancouver which were Indian totems. They were impressive...







.. jak i "drzewka" ciut dalej. Oraz wiewiorki, które najpierw dzielnie zagrodziły nam drogę, ale wyczuwszy, że nic od nas nie dostaną, pomachały szybko kitkami i siup! na drzewa, czatować na następnych spacerowiczów:)

...as well as "little trees" later. And squirrels, which at first stood in our way but having felt that we had nothing to offer they waved with their tales and went waiting for the next walkers:))






Ostatnim punktem programu dzisiaj była przeprawa morskim autobusem...

The last point of the agenda today was a trip by a seabus...






do północnego Vancouver...

to the North Vancouver..





... gdzie starczyło nam jedynie sił na zjedzenie ryby z frytkami...
Słoneczko przygrzało...

... where we were able only to eat fish&chips. The sun came out...



... i tak to się zakończyło:))) do następnego!
... and this is how it all ended:))))) see you soon!

5 comments:

  1. Cudnie, super ze macie tyle wrazen, czekam na nastepne!

    ReplyDelete
  2. przysnelo sie mlodemu malzonkowi? ;)

    ReplyDelete
  3. Oj kochani, zaniedbaliscie zdeczka bloga, prosze o wiecej fot!;-))

    ReplyDelete
  4. You really covered lots of ground! Glad to see how much you enjoyed our beautiful city!
    Lucho

    ReplyDelete
  5. oj, przysnelo sie na maksa, ale on jest - jak sie sam okreslil - professional napper, wiec wlasciwie to dobrze pracowal tego popoludnia:)))

    ReplyDelete