Następnego dnia poczucie, że jesteśmy w zupełnie innym kraju spotęgowało się... Po załatwieniu kilku spraw w centrum Kristiansand (m.in. mapy i rękawiczki:)
... ruszyliśmy na trasę..
Od razu zaczęło sie ciężkie pedałowanie w lasach wokół Kristiansand. I tak już zostało -- góra, dół, góra, dół... łatwiej było na asfalcie, bo odcinki leśne to była istna wspinaczka piesza połączona z pchaniem roweru lub ostrą pracą hamulcami, bo nie dało się zjeżdżać siedząc na siodełku...


Tę noc spędziliśmy na najcudownieszym kempingu całego wyjazdu. Czegoś takiego nigdy nie widziałam (również jeśli chodzi o segregację śmieci)..! chciało się zostać na dłużej, zwłaszcza że generalnie kempingi w Danii były lepsze. Jest po temu kilka powodów. W Norwegii każdy ma swój domek na skale a i turystów dociera mniej niż do Danii oraz można rozbić namiot gdziekolwiek się chce (chyba że wyraźnie jest zabronione) pod warunkiem pozostawienia miejsca w takim stanie, w jakim się je zastało. Świetny sposób na tańsze zwiedzenie tego przepięknego kraju.
















No comments:
Post a Comment