Monday, June 14, 2010

Odkrywanie Seattle

... z jakimi oczekiwaniami jechałam do Seattle? Już pierwszego dnia porównałam je do Nowego Jorku, gdzie byłam 2 lata temu, i co z tego wynikło? Ano to, że stolica stanu Washington podoba mi sie bardziej. Jest wolniej, spokojniej i czyściej. Nie ma takiej nerwowości jak NY, która nie dawała czasem spać:) "Drapacze" chumur też wysokie, ale nie przygniatające. Do tego zapach oceanu rano, super promenada nad brzegiem, niewielkie centrum (w NY przez 6 dni nie opuściłyśmy Manhattanu) a z drugiej strony kilka interesujących dzielnic dookoła downtown na wzgórzach i półwyspach (o których w następnym poście). Poza tym Seattle, jako jedno z nielicznych miast amerykańskich, ma dobrze rozwiniętą sieć komunikacji miejskiej, segregacja śmieci nie jest fikcją, jest też miastem, gdzie wskaźniki zdrowotne są jedne z najlepszych w Stanach. Na ulicach widzi się sporo rowerzystów a do jednej z najlepszych knajp w mieście można wejść w klapkach, bo ludzie są po prostu wyluzowani:) Seattle jest liberalne (większość głosowała na Obamę), siedziby główne mają tutaj Boeing, IBM i Sturbucks, tutaj wyrośli dla świata Kurt Cobain a wcześniej Imogen Cunningham (wybitna fotografka), mieszka tutaj 600 tysięcy ludzi w granicach miejskich i 3,1 mln w zasięgu komunikacji (pod)miejskiej. Żeby nie było jednak tak różowo - na ulicach jest dużo bezdomnych i osób uzależnionych od narkotyków, każdy sklep, restauracja wywiesza zakaz żebrania na chodnikach a ja myślę sobie, że coś tutaj jest nie tak. Różnice między tymi, co mają a tymi co nie mają są po prostu ogromne.

No ale starczy pisania - zapraszamy do oglądania:)



























To też Seattle - niedaleko GreenLake:)



Tego dnia nauczyłam się także nowego angielskiego idiomu: "hole in the wall", co znaczy miejsce, w którym mozna coś zjeść, bar, dziura, z bardzo przypadkowym "wystrojem" wnętrza i tanim, ale dobrym jedzeniem. Dzień zakończyliśmy w takim miejscu - restauracji tajskiej.

2 comments:

  1. hej MArta, Seattle to glownie bezsennosc byla dla mnie do tej pory, wiec milo poszerzac horyzonty :)
    Co do "hole in the wall", ja uslyszalam ten zwrot w doniesieniu do... bankomatu. Ha ha. I to wcale nie od Amerykanina.
    Pzdrna dla DARYLA i udanego dnia zycze.

    ReplyDelete
  2. Jestem załatwiona tym zapachem oceanu o poranku!Seattle, prędzej czy później muszę tam trafić!Pozdrawiam podróżników!!!Niech moc(wrażeń) będzie z Wami!
    aga o.

    ReplyDelete