Sunday, October 30, 2011

Dwa dni relaksu....

... i killanaście km dziennie... w rejonie ślicznego miasteczka Farsund, gdzie między innymi wykąpaliśmy się obok Domu Kąpielowo-Plażowego z początku XX w. Budyneczek drewniany, ponad stuletni a wyglądał, jak sprzed 30 lat! I ten klimacik w środku:-)) To jest jedna z tych rzeczy w Norwegii: pieczołowite dbanie o wszystko wokół, zwlaszcza o stare domy, które wyglądają niesamowicie! 


























To była najdziwniejsza noc całego wyjazdu - w okropnym przeciwnym wietrze, wierząc jeszcze, że damy radę podołać wspinaczce następnego dnia, dotarliśmy do zajazdu w byłej bazie wojskowej. Recepcja znajdowała się 1,5 km od naszego baraku, w którym było 15 pokoi i oprócz nas tylko jeden zajęty. Dwa baraki obok - puste. Wiatr wiał złowieszczo tego wieczora szarpiąc cienie drzew na ścianach naszego pokoju:-))


(widok ze śniadania na pole kempingowe, a jakże, kompletnie puste......)

Następnego ranka noga Daryla nie poprawiła się na tyle, żeby robić dziesiątki kilometrów, więc złapaliśmy autobus i dojechaliśmy do Egersundu.








No comments:

Post a Comment