Tej nocy dojechaliśmy do małego miasteczka niedaleko Oslo, przespaliśmy się i autobusem dojechaliśmy do stolicy Norwegii. Padał deszcz, nie mieliśmy za dużo czasu i do tego jeszcze musieliśmy załatwić jedna sprawę z norweskimi celnikami. To cała historia, ale wszystko dobrze się skończyło:-)
Zaczęło się od tego, że nie dostaliśmy na część pociągów do Danii rezerwacji na rowery, więc musieliśmy je składać do toreb, żeby wejść do pociągu. Operacja nieskomplikowana, tylko uciążliwa no i targanie roweru w torbie to koszmar! Wykoncypowaliśmy, że nia ma bata i nie będziemy dźwigać tych toreb ze sobą przez ponad dwa tygodnie jadąc przez Danię i Norwegię, więc z Esbjergu wysłaliśmy je do hotelu pod Oslo, gdzie spaliśmy ostatnią noc. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nasza przesyłka nie spodoboała się celnikom i zatrzymali ją na granicy..... Więc tego ostatniego dnia, jak już wykapowaliśmy, gdzie jest urząd celny, Daryl pojechał odebrać naszą paczkę. Jak się celnik dowiedział, o co chodzi, to ponoć głupio mu się zrobiło, że zatrzymali:-)
Tak czy inaczej spędziliśmy w centrum Oslo trzy godziny, jedząc lunch, zakupiłam buty, znaleźliśmy prom i tyle nas widzieli...

Jak już wypłynęliśmy na pełne morze, poprawiła się pogoda! Bardzo nam się podobało na promie: to jak małe, samowystarczalne miasteczko. A za oknem ciągle się coś się zmienia...

Następnego dnia u wybrzeży Danii słońce już świeciło na całego. Ładnie wyglądało wejście do Kopenhagi:-)


























No comments:
Post a Comment